Uber, gdy startował w Polsce, był wybawieniem. Wybawieniem od starych Mercedesów śmierdzących papierosami, od oszustów szukających możliwie najbardziej okrężnych dróg, aby rachunek był jak najwyższy. Był aplikacją, która jednym kliknięciem pozwalała na zamówienie kierowcy w kilkuletnim samochodzie, który za ustaloną stawkę przewoził z miejsca na miejsce w miłej atmosferze ze znacznie zredukowanym ryzykiem bycia oszukanym. Dzisiejszy Uber niewiele przypomina jakość, jaką oferował na początku. Uber opinie 2019. 

Kiedyś to było

Przed erą Ubera niewiele miałem do czynienia z taksówkami. Jeśli już zdarzało mi się takową zamówić, wrażenia z usługi często nie były najlepsze – kierowca cham, który nie znając miasta nie raczył jednocześnie posłuchać, jak najlepiej pojechać i wybrał swoją drogę, oczywiście dłuższą. Kierowca, którego Mercedes Okularnik wyglądał, jakby miał za chwilę pęknąć w pół ze względu na rdzę, a atmosfera we wnętrzu składała się głównie z produktów spalania tytoniu. Kierowca, który wprost narzekał na zbyt dużą walizkę, dla której musi otwierać bagażnik, kierowca, który przyjechał z gigantycznym spóźnieniem, kierowca, który w obcym mi mieście pojechał okrężną drogą, aby nabić prawie stuzłotowy rachunek…

Bynajmniej nie wszyscy taksówkarze byli tacy. Zdarzały się przyjemne przejazdy, właściwie stanowiły większość, ale to właśnie ogromny odsetek tak zwanych januszy przesądził o mojej osobistej, ale także społecznej niechęci do zawodu taksówkarza.

Nowa nadzieja 

I wtedy przyszedł On. Uber. Cały na biało. Obiecywał profesjonalnych przewoźników (no bo nie taksówkarzy), zadbane samochody, wręcz dumpingowe ceny. Do tego aplikacja Ubera stała się wzorcem dla wszystkich innych aplikacji taskówkarskich – kliknij, zamów, wsiądź, wysiądź. Tyle wystarczy.

uber opinie 2019

I rzeczywiście, przez pierwsze kilka lat Uber te obietnice spełniał. W porównaniu do moich przykrych doświadczeń z konwencjonalnymi taksówkami to było niebo i ziemia. Zacząłem wówczas dosyć często korzystać z przejazdów i dosłownie raz zdarzył się przypadek, gdy kierowca odwołał przejazd po kilku minutach. Więcej przewinień nie zauważyłem.

Równia pochyła – Uber opinie 2019

Jakieś dwa lata temu zacząłem jednak zauważać, że z Uberem jest coraz gorzej. Dziś już nie jest po prostu źle. Jest tragicznie.

Zaczęło się od tego, że spotkanie kierowcy, z którym można się porozumieć w języku polskim przestało być standardem, lecz swoistym wyjątkiem. Nie jest nawet tak, że kierowcy mówią z akcentem lub nie znają niektórych słów – kierowcy nie znają w ogóle języka kraju, po którym się przemieszczają. Jednocześnie radykalnie zaczęła spadać ich umiejętność jazdy po mieście, w tym niezwykle trudna umiejętność wyjechania z podmiejskiego osiedla zgodnie ze wskazaniami mapy. Sprawiło to, że kierowcy zaczęli ze strachem w głosie zadawać pytania, które trudno zrozumieć bez podstawowej znajomości języka rosyjskiego lub ukraińskiego – bo powiedzenie czegokolwiek po polsku przestaje nie jest zrozumiałe.

Czytaj więcej: O tym, jak prawie dałem się wciągnąć w MLM-ową piramidkę 

To nie jest tak, że jestem przeciwko gościom ze wschodu. Jestem przeciwko osobom, które próbują bezpośrednio pracować z klientem, a nie umieją powiedzieć po polsku choćby słowa, bo oznacza to nic innego, niż lenistwo. Można wręcz odnieść wrażenie, że w Uberze znajomość języków wschodniosłowiańskich stanowi obowiązek.

Ale to nie bariera językowa jest dziś największym problemem. Z tym można sobie jakoś poradzić, a większość kierowców na szczęście umie jechać zgodnie z mapami bez zadawania zbędnych pytań. Gorzej, gdy zamiast niegdysiejszych czystych i pachnących samochodów zaczynają przyjeżdżać kilkunastoletnie graty. Gorzej, gdy coraz częściej spotykam kierowców, którzy jeżdżą – mówiąc wprost – tragicznie. Niebezpiecznie dla mnie, dla siebie i dla innych uczestników ruchu. Zdarzyła się już sytuacja, gdy musiałem zwyczajnie poprosić o zatrzymanie się i wysiąść, ponieważ zacząłem obawiać się, czy z danym kierowcą dojadę do celu w jednym kawałku.




Podczas kilkunastu ostatnich przejazdów nie zdarzyło się także, by kierowca przybył na czas, gdzie jako „na czas” rozumiem wskazanie aplikacji, np. „za 2 min”. W mojej lokalizacji standardem stało się co najmniej dziesięć minut oczekiwania i to pomimo kilku samochodów Ubera w pobliżu. Co kilka przejazdów kierowca anuluje przejazd, a co kilkanaście próbuje wyłudzić całe 10 złotych stojąc sobie w miejscu i oczekując, aż sam przejazd anuluję – wówczas dla pasażera naliczana jest opłata. Jeśli sam nie anuluję, to aplikacja nas rozłączy, ale musi minąć około dziesięciu minut, często więcej. Prawdziwy biznes, nie ma co.

No to może ceny są chociaż konkurencyjne? O nie… Uber wychodzi dziś często drożej, niż konwencjonalna taksówka.

Uber spełnił swoje zadanie

Jakość, a przez to także opinie o Uberze stają się coraz gorsze – widzę to także po swoich znajomych, którzy również korzystają z tej usługi przewozowej. Jest jednak coś, za co Uberowi należy podziękować.

Rozbijając monopol taksówek na przewóz osób, Uber ucywilizował cały rynek. Trudno dziś spotkać wspomnianego już śmierdzącego starego Mercedesa z typowym Januszem w środku. Korporacje taksówkarskie mają dziś swoje aplikacje, na których podobnie, jak w aplikacji Ubera, możemy śledzić nasz przejazd, a także zapłacić. Powiew konkurencji sprawił, że przynajmniej część taksówkarzy zdała sobie sprawę, że zwalczać Ubera może nie tylko idiotycznymi protestami blokującymi Warszawę, lecz przede wszystkim wyższą jakością usług.

Dziś – paradoksalnie – to konwencjonalne taksówki stały się wybawieniem od Ubera, którego jakość spadła drastycznie. A jeszcze kilka lat temu było przecież dokładnie na odwrót – Uber był powiewem świeżości na skostniałym rynku przewozów.

Sam Uber musi natomiast wprowadzić jakiekolwiek standardy dla swoich kierowców, bo do autonomicznych samochodów, nad którymi pracuje spółka, droga jeszcze bardzo daleka.