W życiu niewiele słyszałem o MLM-ach, pasywnych dochodach, reklamach sieciowych, marketingu bezpośrednim. Tak, obiło mi się to o uszy, pozostawało jednak gdzieś w sferze fantastyki. Dokładnie tam, gdzie inne bajeczki o tym, jak można zarabiać kokosy bez męczącej, wielogodzinnej pracy, bez inwestycji, bez stresu i bez ryzyka. W ostatnich dniach jednak miałem tę wątpliwą przyjemność poznania, jak można nabierać ludzi, którzy chcieliby zarobić, a się nie narobić. 

Cześć, chcę wcisnąć Ci kit.

Pewnego zimnego wieczoru dostałem wiadomość na Messengerze od osoby, którą gdzieś skądś tam mogłem znać. Znajomy znajomego, którego mogłem kiedyś poznać na imprezie. Opisał mi, że rozpoczyna z kolegą własny projekt reklamowy, coś w rodzaju agencji. Otworzyli biuro, zatrudnili kilka osób, prowadzą szkolenia, sprowadzili produkty z zagranicy. Chciałby zaprosić mnie na rozmowę, bo woli współpracować z osobami, które zna. Pomyślałem sobie – czemu nie? Sam się po części zajmuję reklamą, przy takiej współpracy mógłbym się sporo nauczyć. Zgodziłem się.

Próbowałem się jednak dopytać – na czym dokładnie miałaby polegać współpraca, czym się zajmują. Na każde pytanie tego typu dostawałem odpowiedź, że jest to reklama i szkolenia, a więcej dowiem się na miejscu, bo temat jest dość obszerny. Cóż, rozumiem. Pewnie jest zapracowany przy rozkręcaniu biznesu i wolałby nie pisać elaboratów przez internet.

Spotkanie pierwszego stopnia z MLM-em.

I tak oto wylądowałem pod drzwiami biura o umówionej godzinie. Biuro stanowił lokal mieszkalny w jednym z warszawskich bloków. Uścisk dłoni, dzień dobry. Rozglądam się – jakoś tak czysto tu, gdzie komputery, gdzie białe tablice tak popularne w agencjach reklamowych? Patrzę na innych pracowników. Jeden robi sobie kawkę, drugi pisze coś w notatniku, trzeci snuje się bez celu. Jakoś tak… Dziwnie. Długo nie mogłem jednak analizować tego widoku, gdyż zostałem szybko zaproszony do pomieszczenia obok składającego się ze stołu i trzech siedzeń. Odbywając kilkuminutową rozmowę z nowym-starym kolegą pomyślałem sobie, że w zasadzie dobrze, że przyszedłem. Wyglądał na równego gościa chcącego rozkręcić biznes, a ja – być może – mógłbym mu w tym pomóc.

mlm marketing sieciowy rozmowa zaproszenie
No nie do końca tak to wyglądało…

Oto przyszedł jednak On. Jak to nazywał mój znajomy – wspólnik. Wstaliśmy, ja w celu uściśnięcia dłoni, mój znajomy… Właściwie nie wiem czemu. Może takie zasady w firmie, że wspólnicy wstają, gdy inny wchodzi. Przedstawiliśmy się sobie, już zacząłem zastanawiać się, jak odpowiem na pytanie o to, czemu zależy mi na tej współpracy, ale zamiast tego usłyszałem inne. „Czy wiesz, co to jest marketing sieciowy?” – zapytał wspólnik, który miał się potem okazać jedynym szefem. Szybko odpowiedziałem, że tak, że sam się tym w pewnym dość ograniczonym zakresie zajmuję z uwagi na własną działalność. Wiecie, AdSense, sieci afiliacyjne, społecznościówki, takie rzeczy. Nie o taki marketing sieciowy jednak chodziło…

Linie, kółeczka, produkty.

Szef całego zamierzania przedstawił mi broszurki. „Oto siedziba firmy, z której współpracujemy, a patrz tutaj, jaki mają obrót, 19 lat na rynku. Kupili markę taką i taką, bardzo prestiżowe, my sprowadzamy ich produkty na rynek i jesteśmy pierwsi w Polsce”. Nic tylko brać. Polskiego oddziału wprawdzie brak, ale jest przedstawicielstwo, właśnie z nim rozmawiam. Wciąż łudziłem się, że może chodzi o jakąś formę klasycznej reklamy, ale moje wątpliwości zostały szybko rozwiane, gdy szef rozpoczął rysowanie wykresu na karce A4.

Dowiedziałem się wówczas, o tym, jak miałbym zarobić te kokosy. Nie będę się tu rozpisywał, bo i samo wytłumaczenie tego wszystkiego zajęło szefowi długo, ale warto poznać podstawy. Zadaniem jest zakup produktu jednej z prestiżowych marek, które przejęła firma. Następnie musimy polecić je innym dwóm osobom – tak zwanej lewej i prawej stronie. Dopiero, gdy będziemy mieli dwie takie osoby zostaną nam wypłacone pieniądze w kwocie około 1/10 tego, co należy zainwestować na starcie. Każda z dwóch osób musi znaleźć kolejne dwie osoby, każda z tamtych osób kolejne dwie i tak dalej w formie reakcji łańcuchowej. Albo piramidy. Ale to za chwilę. Nasz zysk (liczony w setkach tysięcy) zależy od tego, jak wyszkolimy te osoby, by przekonywały kolejne, ponieważ za każdą lewą i prawą stronę również my zyskujemy – niezależnie, jak odległe są one od nas w piramidzie. To oczywiście wstęp – tłumaczenia było wiele.

MLM? Marketing sieciowy? Jaka piramida panie, czysty zysk! Dochód pasywny!

Siedziałem, patrzyłem na te wszystkie linie i kółeczka, na te wyliczenia i wszystko to sprawiło, że coraz bardziej odlatywałem. Gdzieś daleko, za kontynent, ku krajowi faraonów. Tam, gdzie około 2560 p.n.e. wybudowano jeden z cudów świata w Gizie. Rysunki szefa coraz bardziej układały się w piramidalny kształt…

piramida finansowa mlm marketing sieciowy
Tam gdzieś powinno stać Porsche szefa za pieniądze z MLM-u.

Jakby czytając mi w myślach, szef natychmiast rozwiał wszelkie moje wątpliwości. MLM to nie piramida finansowa! Nie, nie! W piramidzie finansowej nic się nie sprzedaje, tu sprzedaje się przedmioty, firma zarabia i my też! Jeśli się zgodzę, zostanę wyszkolony. Wystarczy, że równie dobrze wciągnę do piramidy wyszkolę kolejne dwie osoby, pomogę im wyszkolić kolejne i już! Widzisz to Ferrari? Ono tylko czeka, abyś do niego wsiadł. No, tego ostatniego nie powiedział, ale brzmiało podobnie. Dowiedziałem się także, że praca jest wymagająca (jawne wciskanie bredni musi takie być), ale po wyszkoleniu dostatecznej liczby osób będę miał zagwarantowane dostatnie życie aż do samego końca, dzięki kolejnym wypłatom firmy.

mlm piramida finansowa oparta o produkty

Niestety głupi i niechcący zarobić ja dalej miałem jakieś wątpliwości. „Skąd mam mieć pewność, że firma nie upadnie?” – zapytałem nieśmiało. Szef na chwile zamilkł, ale wręcz słychać było narastające w nim oburzenie, a karcący wzrok coraz bardziej na mnie ciążył. W końcu dostojnie przemówił – „Państwa też upadają! A nawet jeśli firma upadnie, to wciąż będziesz miał masę pieniędzy. Na wszystko.”.

mlm sprzedaż bezpośrednia dochód pasywny mem
Znalezione w otchłaniach internetu.

Po obliczeniu ile dokładnie tysięcy, czy wręcz milionów mogę miesięcznie zarabiać i wyjaśnieniu mi, że cały haczyk polega na tym, że suma miesięcznej wypłaty jest ograniczona, szef zostawił nas samych. Kolega dokończył prezentację, wyszliśmy do głównego pokoju, gdzie pracownicy dalej nie zajmowali się pracą, by omówić kolejne spotkanie. Zaproponowałem termin na kilka dni do przodu, ale kolega zaczął oponować. „Wszystko zapomnisz!”. Niestety, byłem uparty. Chciałem także spotkania w tym samym miejscu, ale okazało się, że lepiej w kawiarni. Okres wynajęcia w celu odbycia rozmowy z kilkoma głupkami się kończy? Tego nie wiem…

MLM, a piramida finansowa

Po szczęśliwym powrocie do domu rozpocząłem dosyć dogłębny, jak to się teraz mówi, research. Firma, której produkty miałbym wciskać sprzedawać, ma wiele bardzo dobrych opinii. Takich podejrzanie aż za dobrych. Ciekawsze rzeczy znalazłem w innych miejscach. Jak działa MLM? Czy jest piramidą finansową? Podsumujmy:

  • MLM różni się od typowej piramidy finansowej tym, że zyski nie biorą się tylko z nowych wpłat, lecz także ze sprzedaży produktów. Zwiększa to także szanse długotrwałego przetrwania takiej struktury. Można jednak użyć tu terminu product-based pyramid, który właściwie idealnie opisuje sposób funkcjonowania i zarabiania firmy.
  • Nie jestem jedynym, do którego odzywano się w taki sposób. Schemat właściwie zawsze jest podobny. Odzywa się do nas ktoś, kto podobno nas skądś zna, mówi nam, że rozpoczyna projekt, i że chciałby umówić się na spotkanie. Potencjalni przyszli uczestnicy nigdy właściwie nie dowiadują się szczegółów, czym właściwie ma być ów projekt. Wszystkiego trzeba się dowiedzieć na miejscu.
  • Całość polega na zakupieniu produktów i nakłonieniu do ich kupna kolejne osoby. Dostajemy za to gratyfikację. Poszczególne systemy różnią się od siebie, ale podstawowe zasady są identyczne.
  • Na rozmowach padają identyczne frazesy o dochodzie pasywnym, legalności i przede wszystkim milionach, które możemy potencjalnie zarobić. Same spotkania odbywają się zaś zazwyczaj w wynajętym lokalu, kawiarni, a nawet McDonaldzie, czy na stacji benzynowej.
  • Większość zrekrutowanych zajmuje się przede wszystkim wciskaniem produktów. Najpierw dalszym znajomym lub wręcz obcym ludziom. Potem – coraz bliższej rodzinie, przyjaciołom, nawet własnym rodzicom. Kieruje nimi po części desperacja, chęć zarobku, a przynajmniej odzyskania utraconych zainwestowanych pieniędzy. Niektórzy wierzą jednak święcie w to, co robią i w myślach już są milionerami.
  • „Genialny pomysł firmy”, której produkty miałbym wciskać jest rzeczywiście genialny. Ograniczenie miesięcznych wypłat czy możliwość zrekrutowania tylko dwóch osób sprawiają, że piramida jest bardziej trwała.
  • 99% osób nie zarobiło lub straciło na MLM.

Pozwolę sobie także na prawie cytatu przywołać kilka co ciekawszych wypowiedzi z przeróżnych forów. Keden w dość brutalny sposób opisujący osoby uczestniczące w MLM:

mlm bazuje na osobach mało rozgarniętych a przede wszystkim naiwniakach, przegrywach i desperatach finansowych, takich najłatwiej urabiać na wideokonferencjach i zjazdach, znam przypadek osoby, która spłukała się i musiała kasę pożyczyć na opłatę wynajmu mieszkania, bo miała parcie na zdobycie jebanych fikcyjnych punkcików rangi, kupowała produkty na siłę, potem okazało się że nikt nie chciał odkupić produktów i trzeba było spać w kawalerce razem z kartonami pełnych perfum oraz chemii gospodarczej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

…kolejny…

Dla mnie największa rozkminką jest to w którym momencie wyłączyło im się zdrowe myślenie i zaczęło im się wydawać, że zostaną królami życia wpłacając hajsy na jakieś gówniane pakiety startowe i inne badziewie. Przecież tego typu „byznes” się kręci już od lat 90 (amway, zepter i inne śmieci tego typu) a oni nie wyciągnęli wniosków.

…i jeszcze jeden:

haha myślałam, że tylko mi się to przytrafiło, nawet poszłam na to ich spotkanie, ale przestraszyłam się, że to jakaś sekta i uciekłam XD

Uparcie nie chcę być milionerem

Niestety, grube miliony jakoś uparcie trzymają się daleko ode mnie. Jestem naiwny, bo zamiast skorzystać z niezwykłej oferty, z mojej SZANSY na porządny zarobek, ja dalej wierzę, że sukces osiąga się nieco trudniej. Ciężką pracą. Inwestycjami. Szczęściem. Znajomościami. Umiejętnościami, które pozwolą nam się wyróżnić. Inteligencją. Przebiegłością. Gotowością do podejmowania ryzyka. W idealnej sytuacji – wszystkim na raz.

Jeśli ktoś jest dość silny, by być gotowym na wciskanie kitu bez mrugnięcia okiem swoim bliskim, tym, którzy mają nas za przyjaciół – proszę bardzo. Może odzyskacie to, co zainwestowaliście w zegarek czy perfumy. To Ferrari tylko czeka żebyście do niego wsiedli! Jest tuż-tuż! Jeszcze tylko kilka zegarków, kilka flakoników, kilka tubek… Kilku utraconych znajomych. Kilku oszukanych. Kilka tysięcy straty. Tylko kilka.

Koledze, który próbował mnie zrekrutować odmówiłem. Pomijając MLM-owskie bzdury, zapewne dobry z niego człowiek. Życzę mu, by odzyskał to, co stracił, a najlepiej by cokolwiek zarobił. Niestety nie moim kosztem. Najwyżej wyjdę na tym, jak Ronald Wayne.

Dla tych, którzy pragną wiedzy

Dla tych, którzy chcą lepiej poznać temat polecam następujące opracowania: