Spółka komandytowa była popularnym wyborem polskich przedsiębiorców, oferuje bowiem ochronę majątku części wspólników, jest prostsza w prowadzeniu, a przede wszystkim pochodzący z niej zysk podlegał jednokrotnemu opodatkowaniu w przeciwieństwie do spółek kapitałowych. Podlegał, ponieważ od 2021 roku spółki komandytowe, bez wcześniejszych zapowiedzi i czasu na przygotowanie się dla przedsiębiorców, zostaną obłożone podatkiem CIT. Czy w obliczu tych zmian prowadzenie działalności w tej formie prawnej ma jeszcze sens? 

CIT to podatek dochodowy od osób prawnych. Ale spółki komandytowe… nie są osobami prawnymi. 

Na początek przypomnijmy sobie pokrótce, czym właściwie jest spółka komandytowa. To rodzaj spółki osobowej prawa handlowego, w której występują dwie kategorie wspólników – komplementariusze oraz komandytariusze. Ci pierwsi są wspólnikami aktywnymi, prowadzą sprawy spółki oraz odpowiadają za jej zobowiązania bez ograniczeń, jeśli egzekucja przeciw spółce okaże się nieskuteczna. Komandytariusze są natomiast wspólnikami pasywnymi, pozbawionymi możliwości prowadzenia spraw spółki. Ich odpowiedzialność za zobowiązania może być ograniczona, gdy wysokość ustalanej w umowie spółki tzw. sumy komandytowej jest niższa od wysokości wniesionych wkładów (wówczas komandytariusz odpowiada do wysokości różnicy między wartością wniesionych wkładów, a wysokością sumy komandytowej) lub zniesiona całkowicie, gdy wartość wkładów jest równa lub wyższa od sumy komandytowej.

Komandytariuszy można więc traktować jako inwestorów, którzy zakładając spółkę przekazują określone środki komplementariuszom, ci natomiast prowadzą działalność obracając nimi i próbując wypracować zysk, dzielony następnie między wspólników zgodnie z postanowieniami umowy.

Spółka komandytowa nie posiada osobowości prawnej, jest jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną. Tego typu podmioty są często nazywane ułomnymi osobami prawnymi. Spółka komandytowa może w swoim imieniu nabywać prawa i zaciągać zobowiązania, może także pozywać i być pozywaną. Podmiotem praw i obowiązków, pomimo braku osobowości prawnej, jest więc spółka, a nie jej poszczególni wspólnicy. Spółka komandytowa nie posiada jednak organów (np. zarządu), ani nie chroni części swoich wspólników (komplementariuszy) przed odpowiedzialnością za zobowiązania.

Coś za coś 

Wielką zaletą spółek komandytowych był brak tzw. podwójnego opodatkowania – występującej w będących osobami prawnymi spółkach kapitałowych sytuacji, w której dochód podlega opodatkowaniu najpierw CIT-em na poziomie spółki, a następnie PIT-em na poziomie wspólników przy wypłacie dywidendy.

Choć wszyscy wspólnicy spółek komandytowych muszą opłacać składki ZUS, jednokrotne opodatkowanie zysku mogło równoważyć nieograniczoną odpowiedzialność komplementariuszy. Dodatkowo, prowadzenie działalności w tej formie prawnej jest prostsze (a przez to także tańsze), a umowy mogą być kształtowane w nieco bardziej swobodny sposób w porównaniu do spółek kapitałowych, takich jak Sp. z o.o. lub S.A.

Spółka komandytowa była częstym wyborem w przypadku prowadzenia działalności nieobarczonej większym ryzykiem gospodarczym, a także wtedy, gdy część wspólników posiadało kapitał, a część – niezbędne umiejętności, jest to bowiem typ spółki idealnie do takich sytuacji między dostosowany.

CITem w nich! CITem! 

Być może zauważyłeś, że opisując opodatkowanie spółki komandytowej używam trybu przeszłego. Oto bowiem pod koniec 2020 roku gruchnęła wieść, że spółki komandytowe zostaną obłożone CIT-em, podatkiem od osób prawnych. Podwójne opodatkowanie, którego brak był dotychczas ogromną zaletą spółek komandytowych, zostało wprowadzone w przeciągu kilku miesięcy bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi umożliwiających przedsiębiorcom dostosowanie się do niego. Status podatnika CIT spółki komandytowe uzyskają co do zasady 1 stycznia 2021 r., jednak rządzący wspaniałomyślnie umożliwili wejście w nowy system opodatkowania od 1 maja tego samego roku.

I to wszystko w środku kryzysu wywołanego pandemicznymi obostrzeniami. Pomoc dla przedsiębiorców jak się patrzy.

Przypadek S.K.A. 

Spółka komandytowa nie jest jednak pierwszym przypadkiem nałożenia podatku od osób prawnych na podmiot, który osobą prawną nie jest. Już w 2013 roku taki podatek nałożono na spółkę komandytowo-akcyjną. Dziś ten całkiem interesujący typ spółki z pogranicza spółek osobowych i kapitałowych spotykany jest niezmiernie rzadko, nie ciesząc się żadnym większym zainteresowaniem ze strony przedsiębiorców.

Dowiedz się więcej o spółce komandytowo-akcyjnej

3%

Obłożenie spółek komandytowych CIT-em było argumentowane walką z międzynarodową optymalizacją podatkową. Problem w tym, że spółki komandytowe z zagranicznym wspólnikiem stanowią zaledwie około 3% ogółu takich spółek w Polsce. Jeśli natomiast policzymy jedynie spółki z kapitałem pochodzącym z krajów uznawanych za raje podatkowe, takich jak Malta, Cypr i Luksemburg, odsetek spada do 0,4% wszystkich sp. k. Takie wyjaśnienie nałożenia CIT-u śmiało można więc uznać za skrajnie naciągane.

Komplementariusze z odliczeniem 

Należy przyznać, że w myśl nowego prawa komplementariusze (aktywni wspólnicy z nieograniczoną odpowiedzialnością za zobowiązania) będą mogli odliczyć z podatku dochodowego PIT od swojej części dochodów zapłacony wcześniej przez spółkę podatek CIT, unikając w ten sposób całości lub części (w przypadku płacenia 9% stawki CIT) podwójnego opodatkowania. W o wiele gorszej sytuacji są komandytariusze – oni mogą odliczyć jedynie 50%, ale nie więcej niż 60 tysięcy złotych rocznie i to ze wszystkich spółek, w których są komandytariuszami. Muszą także spełnić szereg warunków wykluczających z odliczenia osoby posiadające więcej niż 5% w spółce kapitałowej będącej komplementariuszem, będące członkami zarządu takiej spółki lub podmiotem powiązanym.

Rodzinne firmy? Nie do końca. 

Reakcje na wprowadzenie kolejnego podatku były bardzo negatywne. Słychać było głosy, że w ten sposób rządzący niszczą małe, rodzinne firmy. Problem w tym, że wbrew argumentom desperacko poszukującego pieniędzy rządu o pół-mitycznej międzynarodowej optymalizacji podatkowej, prawdziwy powód wprowadzenia podatku CIT od spółek komandytowych (oraz niektórych spółek jawnych!) był zupełnie inny – to struktury złożone ze spółki kapitałowej (zazwyczaj sp. z o.o., znacznie rzadziej S.A.) oraz spółki komandytowej. Jak to działało?

Spółka kapitałowej była w takim układzie komplementariuszem, a osoba (lub osoby) fizyczne – komandytariuszem. Jednocześnie te same osoby fizyczne lub osoby z nimi powiązane posiadały udziały w spółce kapitałowej, a także zasiadały w jej zarządzie. Umowa spółki zakładała podział zysku w stosunku 5-10% dla komplementariusza, a całej reszty – dla komandytariusza. Całą działalność prowadziła realnie spółka komandytowa.

W ten sposób możliwe stawało się połączenie zalet dwóch światów – ograniczonej odpowiedzialności oferowanej przez spółki kapitałowe z brakiem podwójnego opodatkowania oferowanym przez spółkę komandytową. Przy podziale zysku lwia część (90-95%) trafiała do osoby fizycznej i obłożona była jedynie podatkiem PIT, a jednocześnie osobisty majątek żadnej osoby fizycznej nie był wystawiony na ryzyko związane z nieograniczoną odpowiedzialnością, bowiem wspólnikiem, który taką odpowiedzialność mógłby ponieść, była spółka kapitałowa i to ona w razie problemów ulegałaby upadłości stanowiąc formę „tarczy” dla osób fizycznych.

Takie złożone z dwóch spółek struktury były przez pewien czas bardzo popularne, zarówno wśród mniejszych, jak i większych przedsiębiorców.

Złe podatki 

W spółkach kapitałowych podwójne opodatkowanie stanowi formę „opłaty” za oferowane przez nie bezpieczeństwo. Tworzenie struktur złożonych z takich spółek oraz spółek komandytowych umożliwiało natomiast – zupełnie legalnie – ominąć CIT, a jednocześnie uniknąć odpowiedzialności. Pomijając oficjalną argumentację o międzynarodowej optymalizacji podatkowej, patrząc z perspektywy rządzących opodatkowanie spółek komandytowych CIT-em można więc uznać za uzasadnione, wystarczyło jednak opodatkować jedynie te spółki, w których komplementariuszem jest spółka kapitałowa, zamiast nakładać dodatkowy podatek na wszystkie spółki komandytowe, także te, gdzie wspólnikami są jedynie osoby fizyczne.

Przede wszystkim jednak nakładanie kolejnych podatków i dalsze komplikowanie prawa podatkowego w czasie kryzysu, szczególnie z tak krótkim czasem na dostosowanie się, śmiało można uznać za kolejny bezpardonowy atak na rodzimych przedsiębiorców i niezrozumienie lub pogardę wobec osób prowadzących biznes.

Prowadzenie działalności w formie spółki komandytowej a CIT

Czy dziś, po zmianach podatkowych, prowadzenie działalności w formie spółki komandytowej ma jeszcze sens? Z pewnością nie, jeśli mówimy o strukturze złożonej ze spółki kapitałowej i komandytowej. Przeglądając obwieszczenia zamieszczane w MSiG można zauważyć, że trwa obecnie exodus z takich struktur, a spółki komandytowe są przekształcane w spółki jawne lub spółki kapitałowe.

W przypadku „zwykłych” spółek komandytowych ta forma prowadzenia działalności wciąż oferuje pewne zalety, jednak sprawdzi się najpewniej wyłącznie przy specyficznych wymaganiach założycieli i przy założeniu mniejszej skali działalności. O ile komplementariusze de facto podwójnego opodatkowania unikają częściowo lub nawet w całości, tak komandytariusze, mogący odliczyć jedynie 50% zapłaconego podatku CIT do kwoty 60 tysięcy złotych rocznie ze wszystkich spółek, w których są komandytariuszami, znajdują się na przegranej pozycji.

Można więc założyć, że dziś spółki komandytowe będą zakładane sporadycznie przez osoby o bardzo sprecyzowanych wymaganiach, a ich liczba będzie spadać w miarę kolejnych decyzji o przekształceniach. Szkoda, wielka szkoda, bo tak oto poprzez pochopne wprowadzenie nowego podatku ciekawa i sprawdzająca się w wielu przypadkach forma prowadzenia działalności przestanie być w większości przypadków warta rozważenia.

Czy kolejnym krokiem będzie nałożenie CIT-u na jednoosobowe działalności gospodarcze? Bo czemu nie…

Poprzedni artykułSamochód w czasach zarazy? Kupujemy pierwsze auto
Następny artykułReaktory torowe. Czy mogą być przyszłością energetyki?