Podczas, gdy giełdowe notowania dołują, wprowadzane są coraz ostrzejsze ograniczenia podróżowania, zamykane są szkoły, biura, sklepy, siłownie, restauracje i bary, firmy nakazują swoim pracownikom pracę zdalną, wyludniają się ulice i obiekty użyteczności publicznej, gdy każdy dzień, każda godzina przynoszą nowe wieści o kolejnych zarażonych, wszyscy zastanawiamy się – jak skończy się pandemia koronawirusa. I czy się skończy. 

Powstrzymanie wirusa poprzez surowe środki bezpieczeństwa publicznego – tak próbujemy zwalczyć koronawirusa

Wirus SARS uderzył w 2002 roku w Azji, powodując przy tym w pełni uzasadnione przerażenie – nie istniały żadne skuteczne leki, a śmiertelność szacowana była na około 10% zarażonej populacji. Dla porównania, według oficjalnych danych WHO wskaźnik śmiertelności dla SARS-Cov-2, znanego głównie jako koronawirus z Wuhan, wynosi około 3,4%. W przeciągu kilku miesięcy wirus SARS został jednak wypleniony, głównie dzięki międzynarodowej współpracy i stosowaniu ścisłych, tradycyjnych metod zapobiegawczych rozprzestrzenianiu się wirusów – izolacji, kwarantannie, ograniczaniu kontaktów międzyludzkich i monitorowaniu stanu osób, które mogły mieć kontakt z chorymi.

SARS - jak i kiedy skończy się koronawirus
Epidemia SARS w Hong Kongu.

Dokładnie takie metody stosowane są w przypadku obecnej pandemii, ale na jeszcze większą, ogólnoświatową skalę i w jeszcze bardziej ścisły sposób. To byłby idealny dla nas koniec koronawirusa z Wuhan – zduszenie pandemii, zanim ta zdąży się w pełni rozpowszechnić.

Problem w tym, że SARS dawał o wiele wyraźniejsze objawy, co kierowało zarażonych do szpitali niedługo po zakażeniu. Przypadki SARS-Cov-2 są natomiast o wiele trudniejsze do zidentyfikowania, wiele osób przechodzi powodowaną przez niego chorobę COVID-19 w sposób łagodny, bagatelizując objawy, ale zarażając przy tym innych.

Rozprzestrzenienie się wirusa w Afryce, czyli scenariusz, któremu próbujemy za wszelką cenę zapobiec. Kiedy skończy się koronawirus? 

W latach 2014-2016 Afryka Zachodnia została nawiedzona przez wirus Ebola. Ten przypadek pokazuje, jak bardzo może się szerzyć epidemia w krajach trzeciego świata z niskim poziomem medycyny. Dlatego właśnie WHO czyni kroki mające na celu przygotowanie Afryki Subsaharyjskiej na koronawirusa, nawet pomimo faktu, że jak dotąd wykryto tam relatywnie bardzo niewiele przypadków tej choroby.

To test dla rządów każdego kraju na świecie. Obudźcie się. Przygotujcie się. Wirus nadchodzi, a wy musicie być gotowi.

Mówił Michael Ryan, Dyrektor WHO ds. Nagłych Wypadków Zdrowotnych podczas specjalnie zwołanej konwencji.

<> on October 5, 2014 in Monrovia, Liberia.

Ebola przenosi się głównie poprzez płyny ustrojowe, jest także, w porównaniu do SARS-Cov-2, mniej zaraźliwa – ten ostatni może przenosić się poprzez wykaszliwane kropelki płynów, które następnie osiadają na powierzchniach. Według aktualnych informacji, wirus w takich warunkach potrafi przetrwać nawet tydzień. Mimo niższej zaraźliwości i trudniejszego przenoszenia się, Ebola zdołała zarazić ponad 28 tysięcy osób, powodując przy tym śmierć 11 tysięcy z nich. Niebagatelny wpływ na tak wysoki wskaźnik śmiertelności miały braki kadrowe i zaopatrzeniowe, ubóstwo, brak higieny, opóźniona reakcja ze strony rządów i brak zaufania społeczeństwa do nich – nic dziwnego, że WHO próbuje robić wszystko, by zapobiec rozprzestrzenieniu się koronawirusa w krajach afrykańskich. Skutki mogłyby być bowiem opłakane.

Koronawirus może stać się częścią życia codziennego

W roku 2009 rozpoczęła się epidemia wirusa H1N1, znanego także jako świńska grypa. Błyskawiczne rozprzestrzenianie się i szacowane zarażenie się od 11 do 21 procent populacji szybko doprowadziły do przemianowania epidemii w pandemię, a także do rosnącego poczucia zagrożenia.

Ostatecznie świńska grypa okazała się znacznie łagodniejsza niż początkowo sądzono, powodując u większości osób niewiele więcej od kataru i kaszlu. Również śmiertelność szacowano początkowo na znacznie większą, niż faktyczne 0,01-0,03%. Dziś H1N1 jest jedynie niegroźną odmianą grypy sezonowo nawiedzającej ludzkość.




Wciąż jednak, dzięki ogromnej zaraźliwości, H1N1 zdołało w samych Stanach Zjednoczonych zabić około 12.500 osób, spowodować ponad 60 milionów przypadków choroby i 274.000 konieczności hospitalizacji w latach 2009-2010. Dla porównania skali, standardowa grypa zabiła w tym sezonie 18.000 ludzi.

Czytaj więcej: Koronawirus, czyli epidemia dezinformacji 

Według epidemiologów H1N1 jest bardzo dobrą analogią dla wirusa SARS-Cov-2: pomimo znacznie niższego poziomu śmiertelności, świńska grypa zdołała zarazić i zabić więcej osób od SARS i MERS ze względu na swą zaraźliwość oraz łatwość przenoszenia. Kolejną analogią może być natomiast pandemia grypy hiszpanki z 1918 roku, która spowodowała śmierć 2,5% zarażonych, czyli niewiele mniej, niż aktualne szacunki śmiertelności koronawirusa. Mimo to uznawana ona jest za najbardziej śmiertelną pandemię grypy w historii ludzkości, zarażając 1/3 światowej populacji i powodując śmierć 50 milionów osób. Zadziałał tu efekt skali, a pomógł niski poziom opieki medycznej, destrukcja społeczeństw po zakończonej chwilę wcześniej I Wojnie Światowej i związane z tym migracje ludności.

Jak i kiedy skończy się epidemia koronawirusa? Kilka czynników, które mogą na to wpłynąć 

Jeśli koronawirus rzeczywiście stanie się tak wszechobecny, jak H1N1, konieczne stanie się opracowanie szczepionki w możliwie najszybszym tempie. Tak właśnie stało się w 2009 roku, gdy opracowaną szczepionkę na świńską grypę dołączano do zestawu przeciwgrypowych szczepionek w następnych latach, chroniąc w ten sposób najbardziej wrażliwe części społeczeństwa. Prace nad szczepionką przeciwko koronawirusowi trwają już od kilku miesięcy, pomóc mogą także leki przeciwwirusowe, których skuteczność badana jest w laboratoriach na całym świecie.

Na tę chwilę nie wiemy natomiast, czy nadchodzące wiosna i lato spowodują znaczącą redukcję ilości zakażeń, jak w przypadku grypy.

Koronawirusy są zoonotyczne – potrafią przenosić się ze zwierząt na ludzi. Eksperci sądzą, że wirus SARS przedostał się z nietoperzy na koty, z kotów zaś – na ludzi. Podobnie w przypadku MERS, który mógł przedostać się z nietoperzy na wielbłądy, a następnie na ludzi. By zapobiec przyszłym epidemiom, bardzo ważne staje się znalezienie pierwotnego nosiciela SARS-Cov-2. Takim zwierzęciem może być zagrożony wyginięciem łuskowiec, którego charakterystyczne łuski są szmuglowane na szeroką skalę.

Czytaj więcej: Epidemia ospy prawdziwej we Wrocławiu (1963). Jak wygląda życie w zainfekowanym mieście? 

Jak i kiedy więc skończy się epidemia koronawirusa? Pewnej odpowiedzi nie znamy, jednak na podstawie historycznych epidemii SARS, Eboli i H1N1 możemy przewidywać trzy przedstawione w tym artykule możliwości: powstrzymanie wirusa dzięki szerokiej akcji zapobiegawczej, rozprzestrzenienie się wirusa na kraje trzeciego świata i ogromną, niemożliwą już do powstrzymania pandemię, a także możliwość, w której okaże się, że wirus wcale nie jest tak groźny, jak dziś sądzimy. Jak będzie? Odpowiedź na to pytanie dadzą nam najbliższe miesiące.

Tymczasem miejmy nadzieję, że pandemię uda nam się zdusić, zanim zdoła się ona naprawdę rozprzestrzenić. Stosujmy się do zaleceń władz i zasad higieny, powstrzymajmy się od niepotrzebnych kontaktów twarzą w twarz z innymi ludźmi.

Jeśli tylko możesz:

#ZostańWDomu