Graniczące z Hongkongiem chińskie miasto Shenzen w ciągu niespełna trzydziestu lat rozwinęło się z małej wioski rybackiej w ogromną metropolię będącą siedzibę wielu równie wielkich firm – w tym firmy Huawei, która podobnie jak miasto, w którym powstała, rozwinęła się z lokalnej firemki handlującej sprzętem sieciowym, a następnie najniższej jakości smartfonami o płynności działania żółwia ciągnącego TIR-a, do ogromnej korporacji z trzecią pozycją na świecie pod względem sprzedaży smartfonów. 

Niedawna premiera ich nowego, flagowego smartfona – Mate 20 Pro, potwierdza, jak bardzo rozwinął się Huawei. Oto bowiem dostajemy smartfon, który wielu może uznać za kompletny. Od naprawdę ładnego designu, przez świetny wyświetlacz OLED pozbawiony dużej, szpecącej tzw. bródki, ogromny, cztery tysiące dwieście miliamperowy akumulator, potężny procesor, ogromne ilości RAM-u i pamięci wewnętrznej. Dodajmy do tego przeróżne ficzery, takie jak możliwość bezprzewodowego ładowania innych urządzeń, rozpoznawanie twarzy w stylu Face ID, czytnik linii papilarnych ukryty pod ekranem,  oraz przede wszystkim to, czym zajmiemy się w niniejszym wpisie – aparaty. Cztery aparaty.

Ten wpis nie jest recenzją – internet jest ich pełen. Jest to omówienie fotograficznych możliwości Huawei Mate 20 Pro, zarówno od strony sprzętowej, jak i oprogramowania. A jest o czym mówić.

W Huawei Mate 20 Pro aparat przypomina… kuchenkę gazową

Huawei Mate 20 Pro aparat
Co wam to przypomina?

 

To pierwsze skojarzenie, które nasuwa się na myśl po obróceniu Mate 20 Pro (a także Mate 20) tyłem. W bardzo charakterystycznym elemencie znajdziemy trzy różnego typu aparaty, a także lampę błyskową. Nad modułem aparatów znajdziemy także podpis legendarnej niemieckiej marki Leica słynącej ze świetnych (i bardzo drogich) dalmierzy, jeszcze lepszej (i jeszcze droższej) optyki, oraz z faktu bycia używaną przez najsłynniejszych światowych fotografów. Wyszczególniono także specyfikację aparatów, w tym wartości przysłony oraz ogniskowej.

Aparat główny

Jest to najważniejszy z aparatów. Jego kąt widzenia to smartfonowy standard, okolice ekwiwalentu ogniskowej 27 milimetrów, chociaż w świecie lustrzanek i bezlusterkowców uznalibyśmy to już za szeroki kąt. Zastosowano tu, tak samo, jak w Huaweiu P20 Pro, czterdziestomegapikselową matrycę, o ogromnych pod względem fizycznym rozmiarach – 7.6 mm na 5.70 mm, oznaczaną jako 1/1.7”. Dla porównania, wybitne pod względem jakości zdjęć smartfony konkurencji, takie jak Samsung Galaxy S9 / Note 9 lub iPhone Xs, charakteryzują się matrycą 1 / 2.5”, co przekłada się na wymiary 5.76 na 4.29 milimetrów. Oczywiście nie można zapomnieć o dawnych smartfonach Nokii, w których była ona jeszcze większa: Lumii 1020 z matrycą 1/1.5” oraz przede wszystkim modelu 808 PureView z jej ogromną matrycą 1/1.2”.

Wielkość fizyczna matrycy jest w fotografii bardzo ważna i bezpośrednio przekłada się na jakość zdjęć. Większa matryca przekłada się na większe piksele, większe piksele zaś potrafią „złapać” większą ilość światła, a przez to zapewnić większy zakres tonalny oraz lepsze, mniej zaszumione, zdjęcia w trudnych warunkach oświetleniowych – przykładowo w nocy. Ma także znaczny wpływ na możliwość uzyskania płytkiej głębi ostrości. Uważny czytelnik zauważy jednak, że matryca w Mate 20 Pro ma aż 40 milionów pikseli, znacznie więcej, niż najbliższa konkurencja. Pojedynczy piksel, pomimo większej matrycy, jest mniejszy niż przykładowo Galaxy Note 9 czy iPhone Xs. Czy w takim razie jakość zdjęć będzie jednak niższa ze względu na zbyt wysoką rozdzielczość? Nie, ponieważ w smartfonowej fotografii oprogramowanie gra równie ważną, o ile nie ważniejszą rolę niż sprzęt. Bardzo dużą rozdzielczość zastosowano przede wszystkim dla uzyskania większej szczegółowości niż jakikolwiek konkurent oraz uzyskania wyjątkowej stabilizacji obrazu – o tym jednak w dalszej części wpisu.

Huawei Mate 20 Pro tył i przód
Notch… wszędzie te notche

Mówiąc o głównym aparacie nie można zapomnieć o przysłonie o liczbie f/1.8. Jest to wartość dobra, ale nieco gorsza niż w Galaxy S9, w którym przysłona na pełnym otwarciu ma wartość f/1.5 z możliwością przymknięcia do f/2.5. Im niższa liczba przysłony, tym więcej światła pada na matrycę, pozwalając na skrócenie czasu ekspozycji, a przez to uzyskanie ostrego zdjęcia w ciemności bez podnoszenia czułości ISO, a także na uzyskanie efektu większego rozmycia tła. Huawei prawdopodobnie nie mógł zastosować jaśniejszego obiektywu ze względu na dużą matrycę – im większe maksymalne otwarcie przysłony, tym większy obiektyw, który mógł zacząć przesadnie wystawać z cienkiej, smartfonowej obudowy.

Główny aparat pozwala również podnieść czułość aż do ISO 51.200 – jest to jednak jedynie zagrywka propagandowa, bowiem zdjęcia wykonane smartfonem (a często nawet profesjonalną, pełnoklatkową lustrzanką) przy takiej czułości są tak bardzo zaszumione, że nadają się właściwie jedynie do usunięcia. W tym aspekcie nie pomogą nawet najlepsze algorytmy odszumiania, które co najwyżej zrobią nam ze zdjęcia akwarelę.

Aparat szerokokątny

O ile Huawei P20 Pro również miał trzy aparaty, to ich konfigurację zmieniono. Usunięto stosowany od kilku lat we flagowcach Huawei aparat z czarno-białą matrycą*, pozostawiając aparat główny, teleobiektyw i wprowadzono nowość: aparat z obiektywem szerokokątnym w stylu tych znanych ze smartfonów serii G od LG.

Huawei Mate 20 Pro aparat szerokokątny
Huawei Mate 20 Pro aparat szerokokątny. Świat w szerokim kadrze.

Zastosowana matryca jest znacznie mniejsza – jej rozmiary to ½.7 cala. Wynika to z trudności w stworzeniu poprawnego optycznie, a jednocześnie małego obiektywu szerokokątnego, który potrafiłby pokryć dużych rozmiarów element światłoczuły. Obiektyw charakteryzuje się ekiwalentem ogniskowej 16 mm, co przekłada się na kąt widzenia w okolicach 110 stopni. Liczba przysłony to f/2.2, zaś rozdzielczość wynosi 20 megapikseli.

Co ciekawe, aparat ten posiada również tryb makro, który umożliwia fotografowanie obiektów z odległości 2.5 centymetrów. Należy jednak pamiętać, że ze względu na szeroki kąt i bardzo bliską odległość od obiektu, proporcje mogą być zaburzone. W przypadku zwykłych zdjęć wady optyczne w postaci dystorsji nie są jednak znaczne – linie poziome lub pionowe nieco się wyginają od środka kadru, ale oprogramowanie dobrze to koryguje.

Aparat portetowy / Teleobiektyw

Ostatnim z umieszczonych w kuchence gazowej z tyłu smartfona aparatów jest aparat z teleobiektywem, który może służyć do wykonywania portetów lub zoomowania odległych obiektów. Ekwiwalent ogniskowej 80 mm zapewnia trzykrotne zbliżenie względem aparatu głównego – więcej, niż dwukrotne zbliżenie w iPhone z dwoma aparatami czy flagowych Samsungach. Specyfikacja tego aparatu nie jest jednak najlepsza – matryca jest bardzo mała, jej rozmiary to ¼”, zaś rozdzielczość to tylko 8 Mpx. Aparat ten jako jedyny został wyposażony w OIS czyli optyczną stabilizację obrazu. Jest to bardzo ważne, bo przy wąskich obiektywach wykonanie ostrego zdjęcia może być trudne ze względu na drgania rąk. Inne aparaty również zostały wyposażone w stabilizację, tyle, że programową.

Aparat przedni i rozpoznawanie twarzy

Przedni aparat nazywany czasem „aparatem do selfie” pochodzi wprost z modelu P20 Pro. Mająca 24 Megapiksele matryca z przysłoną f/2.0 zapewnia zdjęcia, na których jakość nie będzie raczej narzekał żaden fan zdjęć własnego lica robionych z ręki. Nowością jest natomiast rozpoznawanie twarzy: nie jest to zwykłe rozpoznawanie konturów znane jeszcze z Androida 4.0 i dające się oszukać wydrukowanym zdjęciem twarzy użytkownika, a obecnie zgodnie z modą i odkryte na nowo pojawiające się w wielu innych smartfonach. Jest to system wzorowany (a może raczej ściągnięty) na Face ID znanym z iPhone X, który buduje trójwymiarową mapę twarzy za pomocą światła podczerwonego. Co ważne, jest on zgodny z API Google, możemy więc go używać nie tylko do odblokowania smartfona, lecz także przykładowo logowania się do banku zamiast stosowania hasła lub odblokowania odciskiem linii papilarnych.  Rozwiązanie to działa sprawnie, a przede wszystkim zapewnia znacznie wyższy poziom bezpieczeństwa niż odblokowywanie za pomocą zwykłego wykrywania konturów twarzy użytkownika. Rozpoznawanie twarzy może współpracować z ukrytym pod ekranem czytnikiem linii papilarnych, by pozwolić nam na odblokowanie smartfona, gdy dla przykładu mamy mokre dłonie.

Oprogramowanie

Jak już wspominałem, oprogramowanie aparatów w smartfonach gra równie ważną, o ile nie ważniejszą rolę niż sam sprzęt. Oczywiście, bez dobrego aparatu nawet najlepsze oprogramowanie niewiele potrafi ugrać, ale to właśnie kod jest tym, co pozwala na niesamowicie szybki rozwój fotografii mobilnej.

Huawei aplikacja aparatu
Tak prezentuje się oprogramowanie aparatu. Piękne może nie jest, ale jakie funkcjonalne!

 

Oprogramowanie to nie tylko przeróżne funkcje, których w Huawei Mate 20 Pro jest bez liku. To także korekcja zdjęć, usuwanie wad optycznych, stabilizacja, wyciąganie szczegółów ze świateł i cieni, odszumianie i uwydatnianie kolorów. Zdjęcia wykonane smartfonem zazwyczaj przeglądamy na tymże smartfonie, stąd producenci niezwykle starają się, by ich jakość była oszołamiająca. Dla tych bardziej zaawansowanych zostawiają jednak tryb zdjęć RAW, dzięki któremu użytkownik sam może zedytować surowe zdjęcie, często ze znacznie lepszym efektem niż automatyka smartfona.

Ten wpis stałby się zdecydowanie zbyt długi gdyby wymieniać wszystkie opcje aparatu tego smartfona. Stąd wymienione zostaną jedynie te najważniejsze i te, które robią najlepsze wrażenie.

Tryb 10 i 40 Mpx

Standardowo Huawei Mate 20 Pro wykonuje zdjęcia w rozdzielczości 10 Mpx. Stosowana jest wówczas technika oversamplingu, czyli łączenia czterech sąsiadujących pikseli w jeden – pozwala to uzyskać niższe zaszumienie i większą rozpiętość tonalną, czyli wymienione wcześniej zalety większego fizycznie piksela. Użytkownik może jednak przełączyć się w tryb 40 Mpx, jeśli zależy mu na szczegółowości obrazu kosztem nieco niższej jakości.

Stabilizacja… I to jaka

Dwa z trzech aparatów nie jest wyposażone w stabilizację optyczną. Działa jednak stabilizacja programowa, której efekty są niezwykle dobre. Stabilizacja korzysta z aparatu głównego współpracując z szerokokątnym, co pozwala zredukować drgania dłoni za pomocą szerokiego kąta widzenia tego ostatniego. Następnie algorytmy (szumnie zwane sztuczną inteligencją) łączą zdjęcie z aparatu głównego z danymi pochodzącymi z aparatu szerokokątnego niwelując efekt poruszenia. Stabilizacja działa również w trybie wideo, gdzie niebezpiecznie zbliża się do efektów uzyskanych ze steadycamu.

Przy stabilizacji warto wspomnieć o trybie nocnym – czas naświetlenia zdjęcia to aż 4 sekundy, a mimo to, zdjęcie jest ostre, nieporuszone i przede wszystkim bardzo szczegółowe. W tym trybie w fotografii nocnej Huawei Mate 20 Pro wygrywa z dowolnym innym smartfonem. Śmiało można nazwać ten tryb trybem noktowizora.

Wideo

Huawei zaimplementował tu takie dodatki, jak rozmywanie tła w czasie nagrywania filmu (!) czy opcja usunięcia kolorów ze zdjęcia z wyłączeniem głównego obiektu. Smartfon potrafi także nagrać filmy w kinowym formacie 21:9. Niestety nie pojawiła się opcja nagrywania wideo 4K w 60 klatkach na sekundę.

Sztuczna inteligencja

Producent bardzo mocno reklamuje swoje rozwiązania z dziedziny sztucznej inteligencji i o ile dla mnie jest to marketingowe hasełko, synonim słowa „algorytm”, tak funkcje oparte o wykorzystanie AI oraz deep learningu prezentują się bardzo ciekawie. Ich znaczne rozbudowanie względem modelu P20 Pro było możliwe dzięki nowemu procesorowi Kirin 980, w którym to znajduje się o wiele mocniejszy układ sieci neuronowej niż w poprzednim Kirinie 970.

  • Master AI pozwala na dobranie kolorystyki zdjęć do fotografowanej sceny. Nie działa to jednak najlepiej i o ile obiekty rozpoznaje poprawnie, tak często przesadza z podbijaniem kolorów.
  • AI 4D Predictive Focus odgrywa bardzo ważną rolę w filmach przewidując ruch obiektu i odpowiednio ustawiając ostrość.
  • AI HDR – zaawansowany tryb HDR łączący informacje z dziesięciu zdjęć zrobionych automatycznie w bardzo szybkiej serii w celu uzyskania dużej rozpiętości tonalnej.
  • AI Cinema – pozwala na omawiane już efekty wideo, takie jak selektywny kolor czy rozmycie tła.

Funkcji aparatu jest oczywiście znacznie więcej. Smartfon posiada nawet całkiem sprawnie działającą kopię Live Photo znanych z iPhone’ów czy też potrafi wykorzystać algorytmy sztuczną inteligencję do zaproponowania użytkownikowi, którego obiektywu ma użyć.

Podsumowanie

Huawei Mate 20 Pro to bardzo mocny kandydat na smartfona roku. Jest niemalże smartfonem kompletnym, wykorzystującym najnowsze technologie w pięknej obudowie. Naprawia jednocześnie błędy i niedociągnięcia modelu P20 Pro oferując jakość godną flagowego urządzenia producenta znajdującego się na podium pod względem sprzedaży smartfonów.

Huawei Mate 20 Pro to świetny wybór dla tych, dla których jakość aparatu jest bardzo ważna i bardzo dobry wybór dla wszystkich pozostałych. Wadą, przynajmniej dla mnie, jest niezbyt ładna i przeładowana nakładka. Nie zmienia to jednak faktu, że Huawei pokazał być może najciekawsze urządzenie tego roku, które zdecydowanie warte jest rozważenia jeśli szukamy wszystkiego, co najlepsze.