Ekonomia współdzielenia, znana także jako sharing economy lub ekonomia współpracy, ma redukować marnowanie zasobów, nawoływać do współpracy, współodpowiedzialności i wzajemnej pomocy w nowoczesnym, pozbawionym granic świecie. Idea to zaiste szczytna, lecz wypaczona w ten sposób, że stała się zakamuflowanym sposobem na gigantyczny zysk wielkich korporacji pozbawiając jednostki możliwości posiadania i uzależniając od odpłatnych usług. 

Wielka idea ekonomii współdzielenia…

Czym jest ekonomia współdzielenia? Zgodnie z ideą, ma być to wielka rewolucja na rynku wymiany dóbr i usług. Ekonomia współdzielenia oparta jest na zaufaniu oraz odrzuceniu konsumpcjonistycznej i wrodzonej dla człowieka nienasyconej chęci posiadania. Przy pomocy technologii możemy dzielić się z innymi posiadanymi przez nas zasobami, gdy te akurat nie są nam potrzebne oraz wypożyczać zasoby od innych, jeśli akurat potrzebujemy ich tymczasowo.

W myśl ekonomii współdzielenia, zasoby to nie tylko przedmioty, ale także kapitał, czas, umiejętności i inne wszelkiego typu aktywa. Do ich używania nie jest konieczne przekazywanie praw własności, jedynie prawa do użytku, a tymi dzielić się można w szybki i wygodny sposób bez wychodzenia z domu – wystarczy dostęp do Internetu.

Lepiej używać, niż posiadać?

Wyobraźmy sobie przykładową sytuację, w której Pan Jan posiada rower i użytkuje go codziennie do dojazdów do pracy lub na zakupy. Pan Adam posiada natomiast samochód dostawczy, który służy mu do wykonywania pracy. W pewnym momencie Pan Adam postanawia wziąć urlop, w czasie którego zamierza zrealizować wycieczkę rowerową. Przyjemnie się złożyło, że w tymże momencie Pan Jan zdecydował się zakupić nowe meble do mieszkania – tych rowerem nie przetransportuje. Pan Jan wypożycza więc od Adama nieużytkowany w tym momencie samochód dostawczy, a Pan Adam wypożycza od Pana Jana rower i jedzie na wymarzoną wycieczkę. Oto ekonomia współdzielenia w praktyce i mikroskali – sporej części zasobów potrzebujemy jedynie tymczasowo, jaki jest więc sens, by Jan kupował samochód dostawczy, a Adam rower, skoro oba przedmioty są im potrzebne jedynie na krótki czas?

ekonomia współdzielenia, sharing economy - zagrożenia

Zastanów się, Czytelniku: ilu z posiadanych przez Ciebie przedmiotów rzeczywiście potrzebujesz przez cały czas? Pomijając rzeczy, których nie potrzebujesz w ogóle, ale zalegają gdzieś w szafie, na strychu, bądź w piwnicy ze względów sentymentalnych, złudnego przeczucia „a może kiedyś się przydarzą” lub jakiegokolwiek innego powodu, tych przedmiotów potrzebnych jedynie sporadycznie będzie pewnie cała masa. Leżąc marnują się. Być może warto więc je wypożyczyć komuś, kto ich nie posiada i na tym zyskać? Może również lepiej niektóre przedmioty wypożyczyć, niż kupować z wiedzą, że trafią do puli rzeczy, których potrzebuję od wielkiego święta. 

…i smutna rzeczywistość w świecie korpokracji

Przedstawiona bardzo pokrótce idea stojąca za ekonomią współdzielenia może wydawać się więc szczytna. Mniej śmieci, mniej sporadycznie potrzebnych klamotów, mniej zabrudzania środowiska podczas ich produkcji, mniej kryzysów i krachów na giełdzie, możliwość czerpania zysku z wypożyczania komuś i oszczędności z wypożyczania od kogoś. Pięknie, prawda?

Problem w tym, że jednak nie do końca. Ekonomia współdzielenia jest bowiem niczym kolejny jakże piękny system i idea, komunizm. Ów system przegrał z kapitalizmem po pierwsze dlatego, że w przeciwieństwie do kapitalizmu nie korzysta z naturalnych ludzkich przywar, lecz próbuje je zwalczać. Po drugie zaś, idea została wypaczona i przywłaszczona przez tych, którzy uznali się za równiejszych wśród równych.

Korpokracja, czyli komunizm 2.0

Dzisiejsza, zupełnie wypaczona idea ekonomii współdzielenia jest pewną formą zaktualizowanego komunizmu, który też przecież próbował zwalczać własność prywatną oddając ją w ręce ludu pracującego miast i wsi. Aktualizacja polega na tym, że realną klasą posiadającą przestają być władze ludowe, lecz ogromne korporacje, zaś przedstawiony wcześniej przykład Panów Jana i Adama nie ma miejsca, bo wypożyczającym zawsze jest korpo.

Nie potrzebujesz samochodu na własność, skorzystaj z car sharingu – jakież to wygodne, my, korpo, zajmiemy się wszystkim, nie musisz już tankować, nie musisz łazić po urzędach i serwisach, nie musisz sprzątać, nie musisz opłacać ubezpieczeń. Wystarczy tylko, że podejdziesz, klikniesz w apce, a potem odstawisz gdziekolwiek zechcesz, a my potrącimy troszkę grosza z Twojego konta. Z roku na rok coraz więcej.

Nie potrzebujesz na własność tego programu, opłać abonament za korzystanie z oprogramowania, a my, korpo, damy Ci ciągłe aktualizacje, ciągłe wsparcie, chmury i inne bajery. Ale fajnie, prawda? Tylko nie zapomnij, by opłacić coraz wyższy abonament, bo odetniemy Cię od narzędzi pracy, a tego raczej nie chcesz.

Nie potrzebujesz sprzętu komputerowego, korzystaj z chmury obliczeniowej, damy Ci tyle zasobów, ile w danej chwili potrzebujesz! Wystarczy, że zapłacisz za korzystanie z infrastruktury, usług, platform. I żeby przez myśl Ci nie przeszło przestać – bo swoje środowisko utracisz, a zmigrować i zmienić przyzwyczajenia trudno.

Nie potrzebujesz mieć płyt z grami lub muzyką, streamuj to wszystko od nas, z dowolnego miejsca na świecie. Pamiętaj tylko o tym, żeby opłacić abonamencik, i żebyśmy czasem nie zamknęli tej usługi – bo zostaniesz z niczym.

Nie potrzebujesz na własność tego roweru, tego mieszkania, tego komputera do gier – wszystko możesz wypożyczyć, streamować, użytkować bez posiadania. Na sam koniec zostaniesz z niczym, będziesz odarty z jakiejkolwiek własności na świętym łańcuchu abonamentów i opłat. Coraz wyższych. Ale póki jeszcze tak się nie stało, niech zabawa trwa dalej, a my sikajmy sobie w majtki dla własnej wygody, by choćby na chwilę się ogrzać.

Biedni biednieją, bogaci się bogacą

Nie jest tajemnicą, że podziały społeczne stały się w dzisiejszych czasach znacznie bardziej wyraźne, niż kiedykolwiek wcześniej, nawet w czasach chłopa i pana feudalnego. Dziś biedni chłopi jedynie biednieją, a bogaci korpo – feudałowie jedynie bogacą. 87% światowego majątku znajduje się w rękach 10% populacji, pozostałe 13% rozkłada się na 90% ludzkości. 65 najbogatszych osób ma w swoich rękach tyle majątku, co 3,5 miliarda najbiedniejszych.

To nie jest sytuacja dobra. Dla nikogo. Wypaczona ekonomia współdzielenia będzie jedynie tę sytuację pogłębiać, zabierając szaremu Kowalskiemu wszelką własność i sprawiając, by nie posiadał on nic, wydając wszelkie zarobione w korpo pieniądze innemu (lub temu samemu) korpo na samą możliwość użytkowania. Czy tego naprawdę chcemy? Czy wolność i prawo własności stały się mniej ważne od wygody? Obawiam się, że właśnie tak. Czas idealistów minął, nastał czas pieniądza.

Minęły także czasy amerykańskiego snu i kariery od pucybuta do milionera. Dziś finansowa i niefinansowa (przede wszystkim know-how) potęga korporacji staje się z dnia na dzień coraz trudniejsza do obalenia.

Ekonomia współdzielenia ma sens 

Nie zrozumcie mnie źle – ekonomia współdzielenia naprawdę może być świetlaną przyszłością, jeśli stosowana będzie w sposób należyty. Nie ma nic złego w sytuacji, gdy używamy chmury, wypożyczonego samochodu, streamingu. Ważne, by robić to z umiarem. By nie wmawiać innym, a tym bardziej samemu sobie, że najlepiej jest nie mieć nic. By nie przywiązywać się do korporacji, by wspierać mniejszych, by dywersyfikować producentów przedmiotów i dostarczycieli usług.

Nie przekazujmy całego życia korporacjom. Nie żyjmy na kroplówce. Miejmy rzeczy, bo warto mieć coś na własność.